Skip to main content

„Król Lear” – Teatr im. Heleny Modrzejewskiej w Legnicy i Teatr im. Jana Kochanowskiego w Opolu

utworzony przez Papcio Craft |

Zacznę od prawdziwego zachwytu, od Weroniki Krystek, młodej aktorki, jeszcze studentki AST w Krakowie, która w spektaklu cieszyńskim zagrała aż trzy role: Edgara, Błazna i Kordelii.

Ta drobniutka dziewczyna, o nadzwyczajnej dykcji, zawładnęła całym spektaklem. W sumie trudno się dziwić – jak napisałem, zagrała aż trzy role. Tu warto jeszcze odnotować, że Kordelia była jej premierą. Anna Augustynowicz zrobiła przedstawienie wielowątkowe i bardzo inteligentne, które można bez końca rozgryzać i analizować, ale trochę brak mu emocji. Zwykli widzowie, jak ja, byli chyba nieco zagubieni. Podążania za akcją nie ułatwiał, arcy zresztą ciekawy, pomysł obsadzenia we wszystkich, prócz tytułowej, rolach kobiet. I pewna monochromatyczność kreowanego świata. Jedynym kolorem (czerwonym) jest Lear. Mirosław Zbrojewicz zagrał Leara jakby wbrew swojemu emploi, w sposób niesłychanie wycofany, był raczej obserwatorem niż uczestnikiem, nawet usiadł wśród widzów.

Po spektaklu odbyło się zwyczajowe spotkanie z twórcami i przyznaję, że Anna Augustynowicz nie dopowiedziała mi swojego spektaklu. Pozostaje on dla mnie zagadką, ale na tym samym spotkaniu także Mirosław Zbrojewicz przyznał, że motywacji swojego bohatera nie rozumie. Tej motywacji, od której zaczyna się cały dramat. Pani reżyser zaś dodała, że to jest największa tajemnica tego tekstu.

Na koniec jeszcze kilka drobnych wrażeń. Po legnicko-opolskim „Learze” zostanie mi w pamięci spokój bijący od Katarzyny Dworak – Jowisza, nowoczesność (współczesność) Anity Poddębniak – hrabiego Kenta i zuchwałość w męskości Aleksandry Listwan.

Fot. Darek Dudziak