Skip to main content

Czwartego dnia

vytvořil Papcio Craft |

To niby oczywistość, ale namawiam, by do teatru nie wpadać na ostatnią chwilę, bo warto przespacerować się po foyer.

Przed spektaklem „Swing heil!” koprodukcji czesko-słowackiej (o spektaklu słówko za chwilę) powędrowałem na piętro teatru imienia Adama Mickiewicza i prawie spóźniłem się na przedstawienie, oglądając wystawę „100 lat teatru słowackiego”. Na kilkunastu planszach, niezwykle starannie i ciekawie skomponowanych, prześledziłem historię tworzenia, rozwoju i zmian teatru słowackiego. Kurator wystawy Marek Godovic wraz z zespołem cofnął się poza rok 1920 (od 1 marca tego roku czyli od daty założenia Narodowego Teatru w Bratysławie oficjalnie zaczęto mówić o teatrze słowackim), wskazywał na wydarzenia wcześniejsze stanowiące fundament tej historii. Poszczególne plansze przeprowadzają widza przez różne gatunki teatralne, przypominają ludzi ważnych dla rozwoju teatru, pokazują budynki teatralne, można przeczytać dokumenty (przetłumaczone na język polski) dotyczące kolejnych wydarzeń. Całość wzbogacają starannie opisane fotografie. Gorąco polecam ten spacer „po historii teatru słowackiego”.

Skoro jestem na Festiwalu „Bez Granic”, to zapraszam też na drugi brzeg Olzy do  Těšínského divadla. Można tam obejrzeć wystawę „70 lat Sceny Polskiej”. Zanim o wystawie, przypomnę tylko, bo chyba bardzo warto, że Scena Polska jest jedynym w pełni zawodowym teatrem polskim działającym poza granicami naszego kraju. W przestrzeni galerii na piętrze można oglądać kostiumy teatralne, a na kilku tablicach, nazwijmy je rocznicowymi, krótkie informacje o spektaklach i fotografie. W centralnym miejscu sali stół, a na nim albumy – roczniki. Moja dusza archiwisty teatralnego wyrwała tam z kopyta. Mogłem otwierać (mam nadzieję, że robiłem to legalnie) kolejne albumy dokumentujące lata i spektakle od pierwszej premiery – sztuki Aleksandra Maliszewskiego „Wczoraj i przedwczoraj” w reżyserii Władysława Delonga i scenografii Władysława Cejnara. Za dziesięć dni, jeśli dokładnie liczę, 14 października, minie 70 lat od premiery. Oglądanie, dotykanie takich archiwaliów to dla mnie ogromna radość, ale ociupinkę dziegciu dodać muszę: nie wszystkie fotografie były podpisane i co najdziwniejsze, chodzi o zdjęcia współczesne. Tę wystawę także gorąco polecam, na przykład już 9 października, przed uroczystą premierą „Balladyny”, można jej kilka chwil poświęcić.

Obiecałem słówko o spektaklu „Swing heil!” – słowacko- czeski projekt (Divadlo Pôtoň i Horacké divadlo). Niezwykle zaciekawiła mnie historia, którą aktorzy mieli opowiedzieć, historia antyfaszystowskiej subkultury wielbicieli jazzu i swingu. Spektakl grany po słowacku, pozbawił mnie kontekstu opowiadanych ze sceny zdarzeń. Po spektaklu zdobyłem program, z którego dowiedziałem się, że to historia dwóch kobiet. Ale to wiem po, a wolałbym przed. Może tak często krytykowane słowo wstępne przed spektakle otworzyłoby jakieś drzwi, a tak, wybaczcie, łagodny papcio staje się zgryźliwym staruchem i… tu postawię kropkę.

Z wystawy jubileuszowej Sceny Polskiej